
Fortuna od zawsze fascynowała ludzi. Raz mówi się o niej jako o wielkim majątku, innym razem jako o kapryśnym losie. W mitologii rzymskiej była boginią, gdzie jedni modlili się do niej o szczęście w życiu prywatnym, inni o pomyślność dla całego państwa. Trzymany w jej dłoni róg obfitości symbolizował dary, które potrafiła rozdawać, a koło i kula przypominały, że nic nie jest trwałe i w jednej chwili można stanąć na szczycie, a potem spaść w dół.
W sztuce i literaturze Fortuna często bywała „ślepa”. Boecjusz pisał o jej kole, które bezlitośnie się obraca. Dante widział w niej służebnicę Boga, rozdającą powodzenie zgodnie z boskim planem. A malarze? Pokazywali ją nagą, stojącą na kuli, czasem z zasłoniętymi oczami, jakby sama nie wiedziała, komu właśnie daje szczęście.
W astrologii Fortuna ma jeszcze inne znaczenie. Pars Fortunae to punkt obliczeniowy w kosmogramie, który łączy w sobie Ascendent (ciało), Słońce (życie i tożsamość) i Księżyc (emocje i potrzeby), nasze najważniejsze elementy horoskopu. Punkt Fortuny mówi o tym, jak los materializuje się w naszym życiu. Nie dotyczy wielkich planów ani duchowych wyborów, ale tego, co nam się przydarza: zdrowia, warunków życia, poczucia bezpieczeństwa albo jego braku. Starożytni traktowali Fortunę jak drugi Ascendent. Liczyli od niej domy, patrzyli, jakie planety ją dotykają i w jakiej kondycji jest jej władca. Dawało im to obraz tego, jak wygląda codzienność człowieka, niezależnie od jego intencji.
Znak, w którym się znajduje, mówi o stylu, w jakim doświadczamy zdarzeń. Dom wskazuje sferę życia, gdzie losowe okoliczności odzywają się najmocniej. A aspekty do innych planet pokazują, jak reszta kosmogramu współpracuje lub kłóci się z tym, co przynosi nam Fortuna.
Jeśli ktoś ma Fortunę w 2 domu w Byku, los często dotyka spraw finansowych i bezpieczeństwa materialnego. Takiej osobie mogą przytrafiać się nagłe okazje albo kryzysy związane z pieniędzmi, które uczą stabilności.
Fortuna w 7 domu w Wadze to życie, w którym partnerstwa i relacje stają się polem gry losu. To nie zawsze kwestia wyboru, ludzie wchodzą i wychodzą z życia w momentach, które okazują się przełomowe.
Fortuna w 10 domu w Strzelcu potrafi podnosić lub obniżać status społeczny. Zdarzenia niezależne od jednostki mogą pchać ją do kariery albo nagle zmieniać jej pozycję w pracy.
W moim własnym horoskopie Fortuna leży w Koziorożcu w 5 domu. To miejsce twórczości, miłości i dzieci, ale Koziorożec sprawia, że radość bywa podszyta odpowiedzialnością. W praktyce los często przypomina mi, że to, co miało być lekkie i spontaniczne, wymaga dyscypliny i obowiązku. Ostatnie tygodnie pokazały to szczególnie mocno i zamiast swobody w twórczości przyszła codzienność pełna troski i odpowiedzialności nad najbliższą osobą. Właśnie tak działa Fortuna: pokazuje obszar, w którym życie potrafi zaskoczyć, nie pytając nas o zgodę.
Jeśli chodzi o tranzyty do Fortuny, nie każde mają tę samą wagę. Szybkie planety przechodzą szybko, zostawiając tylko ślad codziennych wydarzeń. Ale są też takie, które potrafią odcisnąć piętno na całych etapach życia.
Jowisz, kiedy dotyka Fortuny, często przynosi okazje np. spotykamy ludzi, którzy pomagają, otwierają się drzwi, pojawia się poczucie, że coś się wreszcie układa. To nie zawsze spektakularne wydarzenia, czasem drobiazgi, które składają się na większe poczucie wsparcia. Saturn działa odwrotnie. Gdy przechodzi przez Fortunę albo robi do niej aspekt, wprowadza ograniczenia i poczucie ciężaru. Trzeba dźwigać coś, co niekoniecznie sami wybraliśmy. To właśnie wtedy los pokazuje nam, że życie wymaga cierpliwości, systematyczności i gotowości do wyrzeczeń. Neptun rozmywa i zaciera granice. Zdarzenia losowe stają się nieuchwytne, a człowiek czuje, że grunt usuwa mu się spod nóg. To czas, kiedy trzeba ufać intuicji, bo racjonalne kalkulacje zawodzą. Pluton jest najcięższy. To często momenty głębokiej transformacji np. utrata, kryzys, ale też ogromna siła odrodzenia. Wydarzenia losowe zmieniają wtedy całe życie, a to, co wydawało się stabilne, przechodzi w zupełnie nową formę.
Warto pamiętać, że tranzyty nie są jak światło lampki, które zapala się i gaśnie w sekundę. Nawet jeśli sam moment ścisłego aspektu trwa jeden dzień, to energia planety działa dłużej. Saturn, zanim dotknie Fortuny, przez tygodnie buduje napięcie, a potem jeszcze długo zostawia ślad. W efekcie nie mamy do czynienia z jednym wydarzeniem, tylko z procesem, w którym kulminacja jest tylko punktem na osi czasu.
Tranzyty do Fortuny to często chwile, w których życie pokazuje nam swoją nieprzewidywalność. Nie zawsze chodzi o tragedie, czasem to drobne przesunięcia w codzienności. Ale gdy dotykają mocniej, człowiek czuje, że los nagle pociągnął za sznurki.Kryzys przy takich układach nie jest niczym dziwnym. Właśnie wtedy najczęściej zderzamy się z tym, że nie mamy kontroli nad wszystkim. Astrologia nie daje sposobu, jak tego uniknąć, ale daje język, by o tym mówić. Zamiast myśleć, że wszystko się wali, możemy zobaczyć, że to część większego procesu, który ma swój początek i koniec. Może w tym tkwi sens pisania o Fortunie, nie w tym, by dawać recepty, ale by nazwać doświadczenie, które wielu ludziom wydaje się samotne. Gdy rozumiemy, że kryzys jest częścią rytmu, łatwiej go przeżyć, nawet jeśli wcale nie jest przez to lżejszy. Możemy spojrzeć, jakie elementy są odpowiedzialne za kryzys, i wtedy tak nakierować nasze postępowanie, by przejść złe chwile.
W przykładzie Saturn tranzytujący Fortunę, który uczy cierpliwości i planowania. Warto wtedy budować rytuały dnia, szukać wsparcia w regularności i małych krokach. Saturn nie daje nagród od razu. Każe iść krok po kroku, trzymać się porządku, nawet jeśli w środku marzy się o ucieczce. To nie jest łatwe, ale z perspektywy czasu widać, że właśnie te ograniczenia uczą, jak budować na nowo.
Chcesz poznać swój kosmogram w podobny sposób? Zamów pisemną analizę horoskopu.
Dodaj komentarz